|
Zabawne jak bardzo święta w Ghanie mogą się różnić od tych w Polsce. Rozpoczynając na tym, że temperatura nie spada poniżej 35 stopni, poprzez choinkę w wydaniu palmy ozdobionej bombkami z tektury oraz łańcuchami, dalej ludźmi z którymi spędzasz święta (Włoch, Argentyńczyk, Niemiec, Austriacy, Ghanijczycy, Nigeryjczycy i oczywiście Polacy) brak Świętego Mikołaja a zamiast niego Father Christmas, który jest ciemnoskóry :P Można by tak wymieniać w nieskończoność...
To co jednak jest naprawdę niesamowite to to, że ludzie którzy pochodzą z różnych kultur, rodzin i krajów potrafią usiąść wspólnie i życzyć sobie szczerze z serca wszystkiego najlepszego. Kiedy to w Polsce pośród naszych rodzin nie zawsze się udaje. Jak to możliwe, że najbliżsi Ci ludzie czyli rodzina potrafią być od siebie tak daleko, a nieznani sobie na wzajem tak blisko ? Chciałbym znaleźć odpowiedz na to pytanie.
Nie mniej jednak jestem niezmiernie wdzięczny wspólnocie Salezjan w Ghanie za te święta. Pomimo tego, że nie byłem z bliskimi i nie nastrajało mnie to pozytywnie przez większość czasu to dzięki nim poczułem się lepiej. Miałem okazję poznać zwyczaje panujące w Ghanie, zobaczyć misję na wiosce bez dostępu do cywilizacji i co najważniejsze odkryć na nowo kościół katolicki. Nie dbający o własne wygody, a czyniący tyle dobra ile tylko się da. Nie wywyższający się tytułami a będący blisko ludzi. Myślę, że nasi księża muszą się wiele uczyć od misjonarzy. Piotrze, Staszku chylę czoła waszym osiągnięciom i poświęceniu włożonemu w rozwój tutejszej ludności.
Na koniec dodam, że były to wyjątkowe święta bo inne od wszystkich, ale szczerze dziś wiem, że święta powinno się spędzać z najbliższymi. Musimy dać sobie spokój z wyjazdami i podróżami. Ten czas trzeba wykorzystać właściwie...