|
Niedziela. Piękny słoneczny poranek. Godzina 11:00. Siedzę u Sushila na tarasie popijając Colę. Nic nie zapowiada masakry jaka ma się za chwilę wydarzyć. Powolnie obraca się wiatrak nad głową, schodzą się leniwym tempem nowi goście. Czekamy... Na co ? Na organizatora imprezy czyli Sahila. Hindusa nieprzeciętnej miary, któremu w głowie urodził się szalony pomysł zorganizowania hinduskiego święta Holi w Akrze. Oczywiście nikt nie wie o co w nim chodzi i poza informacją by wziąć ze sobą gorsze ubrania żaden przeciek się nie wydostał z hinduskiego obozu.
Wracając jednak do wydarzeń po jakiejś godzinie czekania otrzymaliśmy małe hinduskie przekąski. Kawałek wypieczonego ciasta z jakimś dziwnym zielonym sosem i czerwoną cebulą. Z racji tego, że ani za cebulą ani hinduskim jedzeniem nie przepadam wziąłem tylko jeden kawałek. Tutaj szok. Było to pyszne !!! Wprawdzie delikatnie ostre, ale serio dało się jeść !!!
Po tym delikatnym pożywieniu hindusi zniknęli na chwilę, by po 5 minutach wybiec z kuchni z kolorowym proszkiem na tackach. Trochę czerwonego, zielonego, fioletowego, żółtego... i co zaczęli z nim robić ? Obsypywać wszystkich dookoła !!! Nie liczyło się czy to twarz, koszulka, spodenki czy nogi. Ważne by być bardziej kolorowym. Dalej już było tylko coraz bardziej dziko. Do akcji weszła ekipa z wężami ogrodowymi i nagle wszyscy stali się mokrzy a później gdy bycie mokrym się znudziło zaczęliśmy zdzierać z siebie ubrania... Zresztą zobaczcie sami :P
Od prawej: Broniar, Lisa, Saulius, Anu, Aqua

